Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 sierpnia 2016

Noże kuchenne - akcja renowacja


Chłodne sierpniowe dni sprawiły, że zabrałam się za kupowane od wiosny stare meble. W trakcie malowania jest  już biurko do sypialni, robię kolejne lustra, na swoją kolej czeka komódka, stół i krzesła.
Czekając na wyschnięcie kolejnej warstwy farby na remontowanym biurku odnowiłam stojak na noże oraz same noże, z uwagi na kiepski stan wyniesione jakiś czas temu na strych.
Wyglądały jak na poniższych zdjęciach. Pociemniałe od wilgoci trzonki, odrapany stojak, nic miłego dla oka:

Przy pomocy szlifierki i papieru ściernego wyczyściłam drewniane elementy:

Trzonki dodatkowo musiałam przetrzeć wełną stalową.

Lubię pracę z drewnem, a że wykonywałam ją na tarasie, z uwagi na schnące w garażu elementy biurka, była tym bardziej przyjemna.

Kolejnym etapem było olejowanie, Przy pomocy białej, bawełnianej szmatki dwukrotnie (przez dwa kolejne dni) obficie nanosiłam olej na wyczyszczone elementy:

Po naniesieniu oleju zostawiałam olejowany przedmiot na ok. 0,5 godz. a następnie białą bawełnianą szmatką ścierałam nadmiar oleju. Oto efekt:


Pozostało wymyć i naostrzyć ostrza noży i stojak ponownie stał się elementem ozdobnym. A co ważniejsze, po okresie deficytu porządnych noży w kuchni, wreszcie mam ich pełny zestaw pod ręką na blacie. Pracy niedużo, a co za komfort;)



niedziela, 27 grudnia 2015

Stare krzesła w nowej, świątecznej odsłonie


W jednym z pierwszych postów pokazywałam odnowione przez mnie stare krzesła kupione za drobne w internecie. O ile starałam się wówczas dokładnie opisać jak wyglądał proces odnawiania ramy oraz wymiany tapicerki, o tyle nie byłam w stanie udokumentować mojej pracy zdjęciami gdyż bloga zaczęłam pisać nieco później. Do takich przedmiotów "sprzed bloga" należy też stara szafawielki drewniany stół kuchennykonsola przyściennastołek do wiatrołapumeble mojej nastolatki i jeszcze kilka innych. W tych przypadkach byłam w stanie pokazać stan "przed" jeśli posiadałam zdjęcia i oczywiście zdjęcia "po".
W dzisiejszym poście "otwieram" krzesła odnowione rok temu po to, by wymienić im tkaninę siedziska. Pokazuję je tym chętniej, że mój uproszczony sposób tapicerowania krzeseł ze sprężynami sprawdził się przez rok i nadal wygląda i działa jak nowy. Na opis wykonanej wówczas pracy zapraszam tutaj, natomiast teraz można zobaczyć tapicerkę "od środka".
Tym razem moja praca sprowadziła się wyłącznie do wymiany materiału na siedzisku.

Jak szybko zmienić materiał na siedzisku krzesła?

Tak wyglądała tapicerka przed zmianą:

Przy pomocy śrubokrętu podważyłam zszywki, a kombinerkami je wyciągnęłam co pozwoliło mi usunąć najpierw beżowy wigofil, osłaniający od spodu wnętrze siedziska, a następnie tym samym sposobem zdjęłam materiał siedziska.

Stara tkanina została wyprana i na okres zimowy schowana, a w jej miejsce położyłam nowy materiał - ten sam, z którego uszyłam zasłony (kto nie był, zapraszam tutaj). 

Tym razem najpierw przypięłam wigofil. Siedzisko od spodu wygląda mniej elegancko niż poprzednio, ale dzięki temu przy kolejnej wymianie materiału nie będę musiała go wypinać.
Nowy materiał docięłam na wymiar zostawiając zapas na podwinięcie pod spód krzesła w celu przymocowania go do siedziska oraz dodatkowy centymetr na obszycie. 
Poprzednim razem tkaniny nie obszyłam i po wypraniu wyglądała tak:
Jak widać marnie.. Mam nadzieję, że uda mi się ją uratować.

Przypinając tkaninę na siedzisko należy ją mocno napinać mocując ją na przemian (symetrycznie), np. zszywka z lewej, z prawej, od góry, od dołu itd. 


Z resztek tkaniny uszyłam podwiązki do zasłon, których wcześniej nie planowałam. Jednak skoro został materiał..

Z kolejnego skrawka uszyłam ściereczkę do koszyka z pieczywem.


Jeszcze tylko wianek na karniszu, jemioła pod sufitem i zimowa wersja kuchni gotowa :)

środa, 9 grudnia 2015

Ubieram dom na święta - zasłony w kuchni

Od pewnego czasu nosiłam się z zamiarem uszycia zasłon do kuchni w wydaniu zimowym, nieco świątecznym. 
Szczęśliwą posiadaczką maszyny do szycia jestem od roku, praktyki nie posiadałam wcześniej żadnej, ale przeczytaniu instrukcji obsługi i kilku wskazówkach mojego męża, który 25 lat temu w szkole miał zajęcia z szycia na WT (czemu ja nie miałam?), udało mi się uszyć firanki do pokojów córek, zazdrostki do kuchni, skróciłam też zasłony do sypialni. Zachęcona powodzeniem postanowiłam pójść krok dalej i uszyć zasłony. Tym bardziej, że trafiłam w Ikei na materiał z kolekcji Vinter, który bardzo przypadł mi do gustu.

Na zimę marzyły mi się zasłony szerokie, suto marszczone gdyż te, które posiadam są wąskie i pełnią funkcję wyłącznie ozdobną. Chciałam też by nie przepuszczały światła. Materiał, który teraz kupiłam to gruba bawełna, szeroka na 1,5 m więc spełnia moje wymagania. Bardzo odpowiada mi również wzór. 
Przed przystąpieniem do pracy, poza tkaniną zaopatrzyłam się w szerokie taśmy marszczące.

Jestem laikiem wiec nie będę opowiadać jak szyłam, z pewnością robię kardynalne błędy. 
Chciałabym jednak zwrócić uwagę takim laikom jak ja na kilka kwestii, które łatwo przeoczyć w czasie pracy, a po jej zakończeniu jest już niestety za późno na poprawki.
Po pierwsze obejrzyjcie zasłony, które macie w domu i podglądnijcie szczegóły - szerokość zawinięcia, miejsce wszycia taśmy marszczącej itp.
Ja zdecydowałam się na takie rozwiązanie:
Obniżona taśma marszcząca, dzięki czemu materiał nad taśmą zasłania karnisz:
 
 
i szerokie podwinięcie materiału na dole:
Przycinając wzorzysty materiał na dwie zasłony zwróćcie uwagę czy na obu wzór będzie zaczynał się w tym samym miejscu - po zsunięciu zasłon widoczne będzie ewentualne przesunięcie. Lubię symetrię więc dla mnie to było istotne.
Upewnijcie się, że wzór na obu zasłonach skierowany jest w tę samą stronę. W przypadku mojej tkaniny na pierwszy rzut oka kierunek nie ma znaczenia. Ale tylko na pierwszy rzut..
Nie żałujcie czasu na dokładne wymierzenie przed przycięciem. Tu mylimy się tylko raz;)
Gorąco zachęcam osoby nie mające doświadczenia w szyciu, a mające chęci, żeby nie bały się spróbować. Można znaleźć w tym sporo przyjemności i rzecz jasna - oszczędności.
Zatem - do dzieła:D


czwartek, 3 września 2015

Kuchnia - nadajemy własny sznyt


W poście TUTAJ opisałam rozkład zabudowy w naszej kuchni i pokazałam ją zupełnie surową. 
Kolejnym krokiem było sprawienie, aby kuchnia obecna w tysiącach mieszkań nabrała indywidualnego charakteru. A ponieważ była to już końcówka wykończenia domu, istotne też dla nas było, aby ten etap odbył się jak najmniejszym kosztem, a najlepiej .. bezkosztowo ;)

Zasadniczymi elementami wyposażenia mającymi nadać naszej kuchni indywidualnego charakteru miały stać się meble w jej części jadalnianej: stół, krzesła  i tablica kredowa. Wszystko udało się nam zrobić we własnym zakresie, wprawdzie sporym nakładem pracy, ale za to prawie bez nakładów finansowych:

O tym, jak powstał stół możecie przeczytać TUTAJ, o metamorfozie kupionych za drobne krzeseł TUTAJ, a o wykonaniu tablicy kredowej TUTAJ

Stojący na stole druciany kosz na warzywa to prezent na Dzień Matki od mojej starszej córki.

Stół rozświetla wypatrzony na allegro żyrandol, mający za zadanie dodać szyku kuchni i nadać jej nieco salonowego charakteru. Zwłaszcza, że jest ona otwarta na salon, a w salonie nadal lamp nie ma..

W części roboczej kuchni powiesiłam wyszperaną w internecie półkę, pisałam o niej TUTAJ
Swoje miejsce na niej znalazła piękna porcelana Johnson Bros z serii Old Britain Castles wyszperana na starociach i podarowana nam przez naszych przyjaciół. Ona również miała nadać kuchni nieco elegancji.

Dodatki na blacie to głównie prezenty od mojej przyjaciółki spędzającej więcej czasu w podróżach niż w domu.  Kastaniety przyleciały z Hiszpanii, tulipan z Holandii, matrioszki z Petersburga. Czerwienie świetnie nawiązują do czerwonej sofy stojącej w salonie, na który otwarta jest kuchnia.

Młynek do kawy dostałam od kolegów z pracy, filiżanki natomiast to prezent ślubny od starszej pani, nieżyjącej już obecnie sąsiadki moich rodziców, a kiedyś również mojej. 
Jak widzicie sentymentalny kącik.. 

Najnowszy nabytek to obrazek na ścianie między oknem a szafką. Akcent w języku francuskim musiał być ;)


Jak widać w kuchni sporo się dzieje, jest trochę wesoło i nieco nostalgicznie, zależy w którym kierunku powędruje wzrok.. 
Trochę jeszcze przed nami, ale już czujemy się tu swojsko, a przecież o to chodzi :)

Jeśli jesteś na etapie projektowania zabudowy kuchennej, zapraszam na post, w którym przedstawiłam dylematy, z którymi musiałam  zmierzyć rozmieszczając poszczególne elementy zabudowy: TUTAJ

środa, 12 sierpnia 2015

Dylematy przy projektowaniu zabudowy kuchennej

We wcześniejszym poście TUTAJ opisałam naszą zabudowę kuchenną Metod "na wymiar". Poza kwestiami związanymi z dopasowaniem mebli z IKEA do niestandardowych wymiarów naszej kuchni pojawiały się też inne dylematy. Poniżej przedstawiam kilka z nich oraz swoje spostrzeżenia i zastosowane rozwiązania.


Najważniejszą i chyba najtrudniejszą do rozstrzygnięcia kwestią był kształt zabudowy.Choć kuchnię mamy wąską i długą to ciąg przy jednej ścianie odrzuciłam od razu - lubię mieć wszystko pod ręką. 
Ponieważ oryginalnie wejście do kuchni było bliżej okna, automatycznie nasuwała się koncepcja, aby meble postawić na planie litery "L". U nas byłby to ciąg szafek pod oknem i przy ścianie po prawej stronie na powyższym zdjęciu. Obawiałam się jednak, że przy "L-ce" będę miała zbyt mało szafek i blatów do dyspozycji. Odrzuciłam również dwa ciągi szafek stojące naprzeciw siebie, gdyż wykluczałoby to umiejscowienie zlewozmywaka pod oknem, które jest na węższej ścianie. A zlew pod oknem, jak pisałam ostatnio, był punktem wyjścia całego projektu :)
Ostatecznie zdecydowałam się na zabudowę w formie litery "U". Zastanawiałam się, czy przy tak wąskiej kuchni jak nasza nie będzie ciasno pomiędzy przeciwległymi ciągami szafek. Jak czytałam, 120 cm odstępu to minimum w tym miejscu, u nas zostawało 10 cm mniej. Na szczęście w praktyce okazało się, że szerokość 110 cm jest wystarczająca, swobodnie mogą korzystać z tej części kuchni dwie osoby równocześnie.

Aby postawić zabudowę w wybranym kształcie musieliśmy przesunąć wejście do kuchni i oddalić je od okna, a przy okazji poszerzyliśmy je do 1 m. Dzięki temu znalazło się ono naprzeciw schodów prowadzących z piętra zamiast jak wcześniej naprzeciw łazienki oraz jest bliżej zlokalizowanej pod schodami spiżarni. Poszerzenie wejścia do 1 m czyli szerokości schodów zdaje egzamin - jest przestrzenniej, a rankiem zaspani domownicy staczają się z piętra do kuchni niemalże po omacku ;)

Jako bonus zyskałam w przedpokoju miejsce na szafę na odzież wierzchnią - wcześniej wolna ściana była od strony salonu, teraz jest od strony wiatrołapu, który dzięki temu mógł pozostać niezabudowany szafą wnękową.

Kolejną kwestią budzącą moje wątpliwości była wysokość dolnych szafek, a tym samym poziom blatów gdyż ikeowskie szafki kuchenne są wyższe niż standardowo stosowane u nas. Wątpliwości spóźnione ponieważ przekonałam się o tym, jakie są wysokie gdy postawiliśmy pierwsze szafki na swoim miejscu w kuchni. Staram się być skrupulatna, ale ten temat umknął mi zupełnie..
Tym samym w naszej kuchni blat jest na poziomie 93 cm. Ja mam 160 cm i obawiałam się, że będzie zbyt wysoko. Przewertowałam kilka forów w poszukiwaniu informacji na ten temat i jak to zwykle bywa, zdania były podzielone. W praktyce okazało się jednak, że moje obawy były nieuzasadnione, szybko przyzwyczaiłam się do nowej wysokości blatów i po kilku miesiącach stwierdzam, że ma to sens - mój kręgosłup jest zadowolony :) O ile jednak do codziennego korzystania wysokość blatów jest komfortowa, to do wyrabiania ciasta jest za wysoko i wówczas przenoszę się na niższy stół kuchenny, który na szczęście został pomyślany tak, aby mógł służyć jako dodatkowy solidny blat roboczy.
Z uwagi na wysokie dolne szafki, przy zachowaniu ergonomicznej odległości pomiędzy blatem, a górnymi szafkami, te górne musiały zawisnąć wyżej niż standardowo i przy moim wzroście sięgnięcie na wyższe półki jest niemożliwe. Tutaj nieoceniony jest stołeczek ;) 

Kolejnym dylematem była wysokość zabudowy tj. czy zabudować kuchnię "pod sufit" - mogłabym w ten sposób zyskać więcej miejsca, uniknąć uciążliwego sprzątania góry szafek i schować rurę od wyciągu. Jednak zrezygnowałam z tego pomysłu gdyż nie chciałam zwężać optycznie kuchni. Z szafek pod sufitem i tak byłoby ciężko korzystać, a listwy wieńczące szafki skutecznie ukryły rurę, która teraz zupełnie nie rzuca się w oczy. Pozostaje kwestia czyszczenia wierzchu szafek, ale na szczęście przy indukcji powierzchnie nie zatłuszczają się tak bardzo jak przy kuchence gazowej. 

Podejmując tę decyzję miałam na uwadze, że mam długi ciąg szafek oraz spiżarkę, w przeciwnym razie zdecydowałabym się na zabudowę do sufitu.
Kolejną kwestią, nad którą się zastanawialiśmy to zabudowana lodówka obok piekarnika. I tutaj na forach zdania były podzielone. Ponieważ takie rozwiązanie pasowało mi idealnie,a producent sprzętów je dopuszczał, zdecydowaliśmy się na nie. Jak dotąd z lodówką nic złego się nie dzieje choć z piekarnika korzystam regularnie.

Bardzo istotna jest kolejność sprzętów AGD. Ja trochę naciągałam zasady choć ostatecznie wyszło wygodnie - z lodówki wyciągam składniki na blat po przeciwnej stronie (wystarczy obrócić się na pięcie;), gdzie jest krajalnica, chlebak i sporo wolnego miejsca do przygotowania posiłku. W dalszej kolejności jest zlewozmywak, w którym myjemy mięso, warzywa itp., dalej blat do krojenia oraz płyta kuchenna i piekarnik, oddzielone krótkim blatem. I znowu lodówka. Przy lodówce, ale nieco na uboczu jest stół, przy którym jemy posiłki. 

Pamiętajcie, że zmywarka powinna być bezpośrednio przy zlewozmywaku, a lodówka niech otwiera się na blat roboczy zamiast na jadalnię lub np. salon, jeśli kuchnia jest otwarta. 
Stawiając zlewozmywak pod oknem upewnijcie się, że po zamontowaniu wylewki okno się otworzy. Jeśli nie, to nie zarzucajcie pomysłu, dostępne są baterie z uchylną wylewką. Uwaga: na drodze okna może stać nie tylko wylewka, ale również dźwignia. Tak było u nas, ale dźwignia umiejscowiona z przodu wylewki załatwiła sprawę:

Pewnie zauważyliście brak przeszklonych szafek. W moim projekcie były obecne prawie do momentu zakupu, ale w ostatniej chwili górę wzięła praktyczna strona mojej natury. Cóż, na razie mam więcej do schowania niż eksponowania, jak tylko to się zmieni to wymienię drzwiczki na przeszklone :) 

Tematów, z którymi musieliśmy się zmierzyć  było rzecz jasna więcej, ale myślę, że te najważniejsze w naszych oczach, przytoczyłam. W każdym budzącym nasze wątpliwości przypadku rozważaliśmy "za" i "przeciw" i staraliśmy się wybrać tę opcję, w której przeważały plusy. Nie łudzę się jednak, że nasze decyzje były w pełni obiektywne. Niejednokrotnie trzeba było wybrać pomiędzy stroną praktyczną, a estetyczną - a co ma priorytet to już rzecz indywidualna ;)