Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lampy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lampy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 lutego 2018

Lustra z pracowni Dekoforma w domach i restauracjach naszych klientów


W pracowni ciągły ruch, kurz, deski, piły.. A fotografować trzeba. O ile tablice, stoliki nawet te duże udaje mi się uwiecznić, o tyle z lustrami mam spory kłopot w tym zakresie. Te mniejsze wiozę do domu i tam robię im zdjęcia, jednak przewożenie większych to już ryzyko. I czas na skrupulatne zabezpiecznie do transportu, a tego jak wiecie, ciągle za mało;) 
Na szczęście mam wspaniałych klientów, którym zawdzięczam to, że wytworzone przeze nas lustra mogę pokazać na stronie internetowej pracowni, w naszych mediach społecznościowych oraz tutaj, na blogu, gdzie wszystko się zaczęło..

Zatem zapraszam Was kochani do obejrzenia zdjęć, które otrzymałam od naszych klientów. Nie sposób pokazać wszystkich, ale wszystkim gorąco dziękuję! Za czas poświęcony na zrobienie zdjeć, propozycję przesłania (bo to od nich wychodzi propozycja, nie ode mnie i to jest wspaniałe!) oraz za zgodę na wykorzystanie zdjęć. Jesteście niesamowici!

Zdjęcie otrzymane od pani Izy i pana Wojciecha




Zdjęcia dwóch luster otrzymane od pani Marii


Duże lustro z półką. Zdjęcia autorstwa pani Kasi




Zdjęcia dużego lustra w przedpokoju otrzymane od pani Marty



Zdjęcia ośmiu luster naszej produkcji w restauracji Wesołe Gary w Krakowie. Autorem zdjęć jest pan Mikołaj Żak. Zobaczcie jak tam ładnie! Przyjemnego ogłądania :)












Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na stronę naszej pracowni www.dekoforma.pl

czwartek, 3 września 2015

Kuchnia - nadajemy własny sznyt


W poście TUTAJ opisałam rozkład zabudowy w naszej kuchni i pokazałam ją zupełnie surową. 
Kolejnym krokiem było sprawienie, aby kuchnia obecna w tysiącach mieszkań nabrała indywidualnego charakteru. A ponieważ była to już końcówka wykończenia domu, istotne też dla nas było, aby ten etap odbył się jak najmniejszym kosztem, a najlepiej .. bezkosztowo ;)

Zasadniczymi elementami wyposażenia mającymi nadać naszej kuchni indywidualnego charakteru miały stać się meble w jej części jadalnianej: stół, krzesła  i tablica kredowa. Wszystko udało się nam zrobić we własnym zakresie, wprawdzie sporym nakładem pracy, ale za to prawie bez nakładów finansowych:

O tym, jak powstał stół możecie przeczytać TUTAJ, o metamorfozie kupionych za drobne krzeseł TUTAJ, a o wykonaniu tablicy kredowej TUTAJ

Stojący na stole druciany kosz na warzywa to prezent na Dzień Matki od mojej starszej córki.

Stół rozświetla wypatrzony na allegro żyrandol, mający za zadanie dodać szyku kuchni i nadać jej nieco salonowego charakteru. Zwłaszcza, że jest ona otwarta na salon, a w salonie nadal lamp nie ma..

W części roboczej kuchni powiesiłam wyszperaną w internecie półkę, pisałam o niej TUTAJ
Swoje miejsce na niej znalazła piękna porcelana Johnson Bros z serii Old Britain Castles wyszperana na starociach i podarowana nam przez naszych przyjaciół. Ona również miała nadać kuchni nieco elegancji.

Dodatki na blacie to głównie prezenty od mojej przyjaciółki spędzającej więcej czasu w podróżach niż w domu.  Kastaniety przyleciały z Hiszpanii, tulipan z Holandii, matrioszki z Petersburga. Czerwienie świetnie nawiązują do czerwonej sofy stojącej w salonie, na który otwarta jest kuchnia.

Młynek do kawy dostałam od kolegów z pracy, filiżanki natomiast to prezent ślubny od starszej pani, nieżyjącej już obecnie sąsiadki moich rodziców, a kiedyś również mojej. 
Jak widzicie sentymentalny kącik.. 

Najnowszy nabytek to obrazek na ścianie między oknem a szafką. Akcent w języku francuskim musiał być ;)


Jak widać w kuchni sporo się dzieje, jest trochę wesoło i nieco nostalgicznie, zależy w którym kierunku powędruje wzrok.. 
Trochę jeszcze przed nami, ale już czujemy się tu swojsko, a przecież o to chodzi :)

Jeśli jesteś na etapie projektowania zabudowy kuchennej, zapraszam na post, w którym przedstawiłam dylematy, z którymi musiałam  zmierzyć rozmieszczając poszczególne elementy zabudowy: TUTAJ

wtorek, 4 sierpnia 2015

Kuchnia z IKEA na wymiar


Wybór mebli do kuchni, choć zasadniczy w urządzaniu domu, był chyba jednym z najprostszych. Wiedziałam, jakie chcę, wahałam się jedynie pomiędzy frontami Stat (obecnie Kroktorp), a Bodbyn. Ostatecznie po rekomendacji pracownika sklepu stanęło na tych drugich, droższych, ale podobno znacznie wytrzymalszych bo więcej razy lakierowanych. Kolor - złamana biel. Blat musiał być dębowy, olejowany.

Zdecydowanie trudniej było z zaprojektowaniem ciągu kuchennego. Kuchnia jest długa i wąska, ma szerokie na 1 metr wejście z przedpokoju oraz jest otwarta na salon - poniżej widok od strony pokoju:

O ile na najszerszej ścianie kuchni mogłam poszaleć gdyż ma ona 5,5 m długości to z uwagi na wymiar ściany pod oknem (2,37m) miałam problem z dopasowaniem mebli. A zabrakło raptem 3 centymetrów do 2,4m, co pozwoliłoby na bezproblemowe ich ustawienie.
Wybrałam zatem takie szafki, których suma szerokości maksymalnie wypełniła węższą ścianę, przy czym szafka pod zlewozmywak była elementem stałym gdyż uparłam się, aby stał pod oknem i ta kwestia nie podlegała dyskusji ;) Wypełnienie pozostałej przestrzeni ułatwiło nam wąskie, a przy tym bardzo praktyczne cargo. Ostatnie wolne centymetry, niemożliwe do zagospodarowania zostały zasłonięte panelem wyciętym z ozdobnego panelu standardowo stosowanego do zasłonięcia boku ostatniej szafki w ciągu:

Podobnie rzecz miała się w przypadku szafek wiszących, tutaj również wykorzystaliśmy kawałek panelu do zasłonięcia wolnej przestrzeni pomiędzy szafką, a ścianą oraz między szafkami.


Kolejnym problemem był postawiony przy dłuższej ścianie pion wentylacyjny. Opcje były trzy - burzymy go, chowamy lub eksponujemy np. przy pomocy płytek ciętych ze starej poniemieckiej cegły. Zdecydowaliśmy się na jego częściową zabudowę oraz przedłużenie blatu - uznałam, że przy płycie kuchennej to rozwiązanie będzie prostsze do utrzymania w czystości niż cegła. Szafki musiały być w tym miejscu płytsze od standardowych, wykonane zatem zostały przez mojego męża z wyciętych na wymiar płyt, w Ikea kupiliśmy jedynie fronty.

W kilku miejscach docinany był na wymiar również blat. I dodatkowo kilkakrotnie przez nas olejowany, żeby mieć pewność, że będzie dobrze zabezpieczony przed wilgocią, zwłaszcza w okolicy zlewu. Blat został położony również pod oknem, tam gdzie zazwyczaj jest parapet. Dzięki wyższej niż standardowa wysokości szafek ikeowskich udało się położyć blat pod oknem na tym samym poziomie co blaty robocze.

Jak widzicie, nie bez kozery w tytule pojawiła się informacja, że kuchnia jest na wymiar.
W planowaniu nieoceniony okazał się dla mnie program do projektowania, który można pobrać ze strony Ikea. Początkowo irytujący w obsłudze, po wielokrotnym przestawianiu wszystkich elementów wyposażenia był już dla mnie dziecinnie prosty. Mimo wszystko wiele czasu zabrało mi wymyślenie, jak poustawiać te wszystkie szafki aby było ergonomicznie i tak jak mi się podoba, a jeszcze więcej mojemu mężowi i jego bratu na ustawieniu wszystkiego tak, jak to sobie wymyśliłam. 

Niełatwe było też przewiezienie mebli, gdyż do najbliższego sklepu mamy ponad 100 km, a gabaryty są spore. Kupowaliśmy etapami, najpierw szafki, które skręcałam ja, później fronty, blaty, sprzęt kuchenny i pozostałe akcesoria, których ustawieniem zajęli się już mąż i szwagier. Łącznie było kilka wyjazdów i dwa miesiące montażu gdyż równolegle wykonywaliśmy inne prace. Był to proces długotrwały, na szczęście nie mieszkaliśmy jeszcze więc nie było to uciążliwe. Miało też swoje dobre strony - nie musiałam wszystkich decyzji podejmować od razu. A dzięki montażowi we własnym zakresie koszt zabudowy kuchni zamknął się w rozsądnej kwocie. 





W dzisiejszym poście starałam się opisać, jak poradziliśmy sobie z dopasowaniem mebli do nietypowego wymiaru kuchni. Już teraz zapraszam na ciąg dalszy. W kolejnych postach napiszę jakie dylematy pojawiały się przy planowaniu i urządzaniu kuchni oraz pokażę jak nadawaliśmy surowej kuchni indywidualnego charakteru, aby stała się tą jedyną, niepowtarzalną. Naszą :)

czwartek, 16 kwietnia 2015

Łazienka: drobiazgi, a cieszą :)



Wprawdzie nasza dolna łazienka gotowa jeszcze nie jest, ale mam już pierwsze dodatki. Niby drobiazgi, a odmieniły łazienkę zdecydowanie. I choć trochę jeszcze pracy musimy włożyć, żeby ją skończyć to już powoli dostrzegam koniec :)
Ponieważ jest to łazienka przy salonie i korzystają z niej również nasi goście, chciałam, żeby dzięki dodatkom nabrała nieco eleganckiego charakteru.







Metalowe zawieszki (duża na łańcuszku oraz mała z napisem "Salle de bain) - Dekoria.pl
Mydelniczka - Merkury Market
Lampion - Pepco
Kinkiet - Dekoria.pl