Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosze. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 kwietnia 2016

Bielone wiklinowe kosze na kwiaty. Białe kwiaty na balkonie.


Ogromnie podobają mi się wiklinowe kosze z kompozycjami kwiatów. Chciałam białe, ale że te, które znalazłam były przesadnie drogie, kupiłam takie - zwykłe i tanie:

By wpasować je w kolorystykę naszego tarasu poddałam je szybkiej metamorfozie.

Potrzebujemy:
farbę akrylową - u mnie farba Luxens, kolor biały mat
pędzel
rękawice lateksowe

Pokryłam nie tylko zewnętrzną część, ale również wnętrze koszy i dno licząc, że farba dodatkowo zabezpieczy wiklinę przed wilgocią i przedłuży jej żywot.

Kosze wyłożyłam folią, na dno wsypałam sporą warstwę keramzytu. Nie zrobiłam odpływu bo nie chciałam kłaść podstawek, liczę, że keramzyt załatwi sprawę. 
Kosze pasują teraz do ogródka za domem gdzie mam białe meble, skrzynki na warzywa i malowaną w zeszłym roku donicę. W jednym posadziłam bakopę, floksa i goździki, w drugim hortensję:




Na balkonie nad frontowym wejściem do domu zawisły kwiaty. Zrezygnowałam z czerwonych pelargonii, które z tej północno-wschodniej strony miały za mało słońca. Ponadto w zeszłym roku okazały się kłopotliwe - spadające płatki puszczały barwnik gdy zmokły lub się na nie nadepnęło i niestety mocno brudziły jasne płyty przy wejściu do domu. Jednak wyglądały pięknie:

Teraz zdecydowałam się na lubiące półcień begonie, bakopę i komarowiec - ciekawa jestem czy rzeczywiście odstrasza komary. Wybrałam kwiaty białe licząc, że opadające płatki nie będą uciążliwe. Kolorystyka nawiązuje też do rabaty przed domem. 
A tak ponad wszystko - po prostu lubię biały:)

Na razie jeszcze małe,
ale już cieszą oczy:



niedziela, 10 maja 2015

Salon kąpielowy


Salon kąpielowy, jak go szumnie nazwałam, to nasza górna łazienka. W przeciwieństwie do niewielkiej dolnej, urządzonej także pod kątem gości, w której udało się jakimś cudem zmieścić prysznic, ta jest obszerna, z podwójną umywalką oraz dużą narożną wanną. Wrażenie przestrzeni potęguje okno dachowe oraz nie zamknięte przejście do pralni, znajdującej się za tylną ścianą łazienki. O pralni pisałam tutajKolorystyka, jak to u nas, stonowana gdyż taka daje nam poczucie komfortu. 
Urządzenie łazienki wiązało się z częściową przebudową zastanej ścianki kolankowej (za wanną), dzięki czemu udało się wygospodarować miejsce na narożną wannę oraz wspomnianą pralnię.
W łazience ku naszej radości udało zmieścił się też bidet.
Ceramika pochodzi z trzech firm: Koło, Ravac i Roca. Niełatwo było skompletować elementy ceramiczne pasujące do siebie kolorystycznie bo produkty różnych firm choć białe mają różne odcienie, różnicę widać po zestawieniu ich obok siebie. Te które wybrałam pasują do siebie pod tym względem. Problemem było również znalezienie wanny, której oparcie będzie się znajdowało u szczytu dłuższego boku, abyśmy podczas kąpieli leżeli tyłem do wejścia i mogli patrzeć w niebo przez znajdujące się nad wanną okno dachowe;). Ostatecznie udało się, ten wymóg spełnia wanna Ravac Rosa II.

Jeśli chodzi o armaturę, to zdecydowaliśmy się na baterie Kludi. 
Kolejnym etapem był wybór płytek. Po przeglądnięciu setek kolekcji zdecydowałam się na kolekcję Meisha Garam z firmy Paradyż. Bardzo dobre jakościowo, w niezłej cenie. Dostępne w kolekcji dekory, subtelnie mieniące się w świetle miedzią, zachwyciły mnie do tego stopnia, że w każdym kolejnym sklepie, po przeglądnięciu całej oferty, wracałam właśnie do tych.
Z uwagi na okno, wreszcie mogę mieć w łazience kwiatka. Co mnie ogromnie cieszy, fikus, polecony mi jako kwiatek "żelazny" czuje się chyba nieźle w tym środowisku bo wypuszcza młode listki. W okresie grzewczym będę musiała coś podłożyć pod donicę, żeby odizolować ją od ogrzewania podłogowego.
Kilku rzeczy jeszcze brakuje, ale już można z łazienki wygodnie korzystać. 
Pod zdjęciami znajdziecie zestawienie elementów wyposażenia łazienki.

Umywalka: Koło Traffic z dwoma otworami i jednym syfonem + syfon dekoracyjny Koło
Armatura: Kludi Zenta (umywalka: Kludi Zenta XL)
Wanna: Ravac Rosa II
Miska WC: Roca Meridian + deska wolnoopadająca
Bidet: Roca Meridian
Płytki: Paradyż kolekcja Meisha Garam
Okno dachowe: Fakro

środa, 29 kwietnia 2015

Garderoba - moje spełnione marzenie

Garderoba to był jeden z tych punktów, które w nowym domu musiały być zrealizowane. Biorąc pod uwagę, że w naszej czteroosobowej rodzinie trzy osoby są kobietami, to cóż się dziwić. Fakt posiadania garderoby był tak istotny i ekscytujący, że pierwszym meblem kupionym do domu, jeszcze na etapie robienia wylewek i tynków była toaletka. Historie zakupu i mojej renowacji tego mebla z historią znajdziecie tutaj: http://jagabunia.blogspot.com/2015/02/moja-psycha-ze-sowackiego.html
Pomieszczenie jest dosyć duże, zbliżone do kwadratu i dzięki temu ustawne. Drzwi otwierają się do zewnątrz i teraz z perspektywy czasu ogromnie się cieszę, że uparłam się przy tym rozwiązaniu, choć wymagało to założenia chowanych zawiasów (pisałam na ten temat w poście dot. drzwi). Decyzja ta była podyktowana wówczas moją koncepcją postawienia pufa na środku. Teraz stoi tam wprawdzie deska do prasowania, ale tym bardziej powierzchnia jest potrzebna.
Podłoga wyłożona została grubą gąbką, położoną bezpośrednio na wylewce, oraz wykładziną (obie rzeczy kupione w Komforcie). Gąbka sprawdza się rewelacyjnie! Pod stopami jest bardzo miękko, stopy się w nią zapadają, i ciepło. Serdecznie polecam takie rozwiązanie.



Wyposażenie garderoby to system Algot z IKEA. Początkowo kupiłam część gdyż nie wiedziałam ile koszy, półek czy wieszaków będzie mi potrzebnych, z czasem dokupywałam kolejne.
Na środku stoi wspomniana psycha ze Słowackiego, w lustrach której można obejrzeć dokładnie całą sylwetkę. Nad toaletką wisi półka ze starego pokoju córki, która wymiarowo i kolorystycznie wpisała się idealnie. 
Na suficie miał zawisnąć żyrandol z kryształkami, który odbijałby się w lustrach, niestety zdecydowaliśmy, że będzie tutaj wejście na strych. Opuszczane schody zahaczałyby o wiszącą lampę więc ostatecznie jest plafon.
Z garderoby korzystam głównie ja z mężem, gdyż dziewczynki mają szafy w swoich pokojach i na razie im to wystarcza. Tutaj trzymają właściwie tylko buty, a zimą płaszcze i kurtki.
W sklepie JYSK kupiłam szafę płócienną (akurat jest promocja i za gabarytowo największą, z drążkiem na wieszaki i półkami, zapłaciłam 75 zł) i postawiłam ją na strychu. Wylądowały w niej nasze zimowe ubrania, przede wszystkim te, które nie powinny być złożone w pudłach. Na strych wyniosłam też zimowe buty, ubrania narciarskie. Dzięki temu w garderobie zrobiłam miejsce na letnie ciuchy i wszystkie basenowe i wakacyjne akcesoria, nie zagracając jej przy okazji zmiany pór roku.
I choć kiełkują mi w głowie pewne pomysły na zmiany, obecnie to pomieszczenie wygląda tak:






niedziela, 12 kwietnia 2015

Kosze wiklinowe w domu


Przed przeprowadzką właściwie nie używałam koszy wiklinowych, z trawy morskiej i z podobnych, naturalnych materiałów, w każdym razie nie tak namiętnie. Kilka miesięcy temu odkryłam ich urok, jak i praktyczną stronę posiadania. Teraz mam je właściwie wszędzie i cały czas czuję niedosyt więc kupuję kolejne. Poniżej znajdziecie przegląd. Część z nich pojawiała się już w poprzednich postach przy okazji innych tematów, część pokazuję po raz pierwszy.

Łazienka: kosze na kosmetyki i akcesoria pod umywalką



Pralnia: kosze na bieliznę do prania



Garderoba: kosz na ubrania do prasowania

Salon: kosz na drewno


i koszyk na gadżety do tv

Wiatrołap: kosz na parasole



Kosz na drobiazgi na biurku córki z uszytą przeze mnie wyściółką pod kolor tapicerki krzesła:



Sypialnia: kosz na czasopisma wnętrzarskie, zazwyczaj pełny, obecnie czasopisma są u znajomych poszukujących inspiracji do swojego domu. Jest to kosz z serii co ten na drewno do kominka, tylko zdecydowanie mniejszy.



 Poza tym osłonki na doniczki, koszyki na rękawiczki, czapki na dnie szafy z kurtkami i płaszczami itp.. itd. Sposobów wykorzystania koszy jest mnóstwo, ja pokazałam zaledwie ułamek. Jak tempo obrastania w kosze u mnie nie spadnie to za jakiś czas pokuszę się o kolejny post na temat ;) Pozdrawiam!

niedziela, 8 marca 2015

Biurko gotowe, czekamy na szkołę :)


Wyszperane na olx używane biurko, które pokazywałam TUTAJ jest już gotowe. Choć "już" to chyba niezbyt adekwatne stwierdzenie bo od zakupu minęło sporo czasu. Podchodziłam do niego kilka razy, odnawiałam je etapami, przerywając pracę innymi robótkami, między innymi uszyciem wyściółki do koszyka pod kolor tapicerki stołka, który postawiłam przy biurku do czasu, aż kupimy krzesło. 


Biurko, jak wspomniałam, okazało się częściowo sosnowe (blat i fronty szuflad), a częściowo z płyty laminowanej. Na szczęście nie było oklejone folią, gdyż poszarpane krawędzie obrzeży z laminatu mogłam wygładzić szlifierką. W przypadku folii finisz nie odważyłabym się na to.
Ale po kolei..
Pracę nad biurkiem zaczęłam od wyjęcia szuflad, wykręcenia gałek i umycia całości. Mąż zrobił mi niespodziankę i nic nie mówiąc wcześniej, wyciął nową dyktę na dno szuflad, które były podniszczone przez poprzedniego użytkownika. 
Kolejny etap to czyszczenie całości szlifierką. Ja używam do tego małej szlifierki tzw. myszki.
Do czyszczenia blatu, na którym było sporo wgłębień po cyrklu, użyłam grubego papieru ściernego. Udało mi się zeszlifować blat na tyle, że wszelkie ubytki właściwie zniknęły. Następnie przeszlifowałam go drobnym papierem ściernym, żeby wygładzić powierzchnię.

Drobnym papierem ściernym przeczyściłam część biurka wykonaną z płyty i pokrytą laminatem, żeby zmatowić powierzchnię i przygotować ją w ten sposób pod nałożenie farby. Zeszlifowałam też wszelkie zadziory na obrzeżach.


Wyczyściłam szlifierką fronty szuflad. Tutaj było kilka większych ubytków, które wypełniłam szpachlą do drewna. Po wyschnięciu szpachli przeszlifowałam ponownie powierzchnię.
Po zakończeniu tego etapu odpyliłam mebel i przetarłam lekko zwilżoną ściereczką.
Położyłam biurko na "plecach" i zabrałam się za malowanie powierzchni spodniej. Następnie postawiłam biurko na nogach i przemalowałam resztę biurka. Na powierzchnie sosnowe nałożyłam trzy warstwy farby, na laminowane cztery.
Na końcu pomalowałam gałki, uprzednio przetarte papierem ściernym. Żeby nie kupować puszki różowej farby do trzech gałek, kupiłam pigment, którego odrobinę zmieszałam z niewielką ilością białej farby. Kolor, który uzyskałam nie do końca mi odpowiada. Już po fakcie w sklepie z farbami dowiedziałam się, że mogę przynieść resztę białej farby, która została mi po malowaniu oraz próbkę koloru, który chcę uzyskać i za 4-5 zł zrobią mi kolor jaki chcę. Teraz już nie będę zmieniać koloru gałek, ale na przyszłość z pewnością skorzystam z takiej możliwości.
Pozostało zawoskowanie, wywietrzenie i wstawienie do pokoju :)

Pod zdjęciami znajdziecie podsumowanie kosztów.





Koszty:
Używane biurko Jysk: 150 zł
Farba Beckers, kolor biały półmat: 21 zł
Barwnik: 5 zł (zużyłam odrobinę)
Dwa pędzle z gąbki: 7 zł
Wosk Starwax miałam

Do obejrzenia metamorfozy krzesła stojącego przy biurku zapraszam TUTAJ.