Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podłoga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podłoga. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 października 2015

Projekt "drewutnia" - ciąg dalszy




W poprzednim poście pokazałam drewutnię postawioną przed domem w zabudowie szeregowej. Front domu to nietypowe miejsce na przechowywanie drewna, o czym przekonałam się szukając inspiracji. Zdałam się na siebie i zaprojektowałam wiatę według własnego pomysłu biorąc pod uwagę ograniczenia wynikające z miejsca, w którym miała się znaleźć. Opis tego etapu znajdziecie tutaj.
Po postawieniu konstrukcji i jej pomalowaniu nadszedł czas na wykonanie "podłogi". Mój mąż ułożył ją z betonowych ażurowych płyt, które uzupełnił żwirem:



Zastanawialiśmy się, czy nie zrobić dodatkowej, drewnianej podłogi w formie niskiej palety, żeby zapewnić cyrkulację powietrza pod drewnem, które zostanie tu złożone. Jednak takie palety zmniejszyłyby przestrzeń przeznaczoną na opał więc postanowiliśmy w tym roku przetestować sam beton. Jeśli się nie sprawdzi to w przyszłym sezonie dołożymy drewniane podkłady. Wnioskami podzielę się za rok :)
Cztery kubiki drewna przeznaczonego na opał zrzucone zostały przez dostawcę przed garażem tuż obok drewutni więc ułożenie poszło nam sprawnie. Gdy zobaczyłam jak dużo drewna przywieziono przeżyłam chwilę niepewności, że moje obliczenia były błędne i drewno nie zmieści się pod daszkiem, ale okazało się, że miejsca jest w sam raz.



Kolejnym etapem będzie zrobienie ścieżki abyśmy nie brodzili w błocie sięgając po drewno i obsadzenie wiaty roślinami. To już w odrębnym poście bo do celu zmierzamy małymi kroczkami.




Aranżując przestrzeń przed domem, której drewutnia jest nieodłącznym elementem, nie mając jeszcze pomysłu na nasadzenia postanowiłam ocieplić ją roślinami w doniczkach. Posadziłam kolorowe wrzosy, a za nimi postawiłam tuję smaragd, której zadaniem jest zasłonięcie żółtej klapki do gazu i rynny oraz stworzenie wrażenia przytulności osobom tu przebywającym. 
Przed zimą ławkę zabezpieczyłam dodatkową warstwą lakierobejcy.



Ocieplać wizualnie ten skrawek przestrzeni mają też dynie i latarenki. Chcę otulić nasz kawałek ziemi, zapewnić nam nieco prywatności, a jednocześnie sprawić by było widać, że dom jest otwarty. Bo jest:) 
Czy uda mi się pogodzić te dwie kwestie? Mam ogromną nadzieję, że tak..


wtorek, 16 czerwca 2015

Białe listwy przypodłogowe



Wysokie białe listwy przypodłogowe to było moje marzenie od kilkunastu lat lat czyli od czasu gdy kupiliśmy swoje pierwsze mieszkanie. Wówczas, jak również przy kolejnym mieszkaniu, nic z tego nie wyszło z uwagi na niemiłosiernie krzywe ściany. Teraz gdy w końcu ściany są proste, marzenie o listwach zrealizowałam. 
Listwy wykonane są z mdf, malowane na biało przez wykonawcę zgodnie z podanym przez nas numerem z palety RAL, takim samym jak w przypadku drzwi wewnętrznych, podstopnic schodowych oraz listew przy schodach.


Na parterze domu listwy są wyższe, ich wysokość wynosi 12 cm, na piętrze 9 cm. Różnica wysokości miała odzwierciedlenie w cenie co w jakiś sposób wpłynęło na decyzję o niższych listwach u góry. Drugim, równie ważnym powodem był fakt, że 9-centymetrowe listwy mieściły się pod kaloryferami na piętrze zamontowanymi niżej nad podłogą, listwy wyższe musielibyśmy w tych miejscach docinać, a tego chcieliśmy uniknąć. Wzór listew na obu poziomach jest taki sam i różnica w ich wysokości w żaden sposób nie rzuca się w oczy. Górne i dolne listwy jednocześnie widać jedynie wówczas, gdy stoi się w połowie schodów:


Montażem listew zajął się mój mąż ze swoim bratem. W celu ich połączenia w narożnikach pokoju docinane były pod kątem 45 st. a następnie przyklejane do ściany.
Praca była czasochłonna, ale dzięki wykonaniu jej we własnym zakresie zaoszczędziliśmy niemało pieniędzy. Niektóre prace w trakcie budowy domu i jego wykończania zlecane profesjonalnym, wydawało się, firmom niejednokrotnie wzbudzały sporo naszych zastrzeżeń. W tym przypadku, choć montaż tego typu listew wykonywany był przez chłopaków po raz pierwszy, wyszło moim zdaniem wszystko tak, jak należy.

Wybór listew był szeroki, ja zdecydowałam się na ten wzór kierując się swoimi upodobaniami oraz tym, by nie było zbyt dużo powierzchni poziomych, na których zbiera się kurz ;)
Przed zakupem listew proponuję zweryfikować grubość opaski drzwiowej, aby nie była ona mniejsza niż grubość listwy - wówczas listwa zamiast "wchodzić" w opaskę, będzie wystawać do przodu, ponad jej poziom. W naszym wypadku grubość listwy wynosi 16 mm, zatem kostka, którą zażyczyliśmy sobie w dolnej części opasek drzwiowych ma grubość 2 cm. Obawiałam się, że cała opaska o grubości 2 cm wyglądałaby mało finezyjnie, a kostka załatwia sprawę będąc przy okazji elementem ozdobnym. 

Pisałam na ten temat również przy okazji posta o drzwiach i opaskach tutaj.
Zapraszam do obejrzenia galerii.








poniedziałek, 18 maja 2015

Mała łazienka z prysznicem


Dzisiaj, idąc za ciosem, pokażę dolną łazienkę. Starałam się by była nie tylko funkcjonalna i wygodna, ale też dość elegancka gdyż korzystamy z niej nie tylko my, ale z uwagi na umiejscowienia również nasi goście. Chciałam też, aby pomimo łazienkowych atrybutów, nabrała nieco "pokojowego" charakteru. W sensie pomieszczenia rzecz jasna ;)




Łazienka jest jasna, niestety brak naturalnego światła sprawił, że na niektorych zdjęciach wygląda na dość ciemną.
Pomimo niewielkich rozmiarów, w łazience udało się zmieścić spory prysznic, całkiem dużą umywalkę, a nawet szafkę-żyrafkę z dodatkowym koszem na pranie w dolnej części. W zakresie mebli koncepcję miałam inną, ale podobnie jak w przypadku salonu wykorzystaliśmy meble z poprzedniego mieszkania. 
Grafika, którą widać nad wc, to wydruk zamówiony przeze mnie w lokalnej firmie, dzięki czemu zapłaciłam dwa razy mniej niż gdybym zamówiła w internecie. To chlubny wyjątek gdyż z uwagi na cenę większość rzeczy do domu, łącznie z płytkami, lampami, bateriami, nawet wanną, miskami wc, bidetem i umywalkami kupiłam w sklepach internetowych. Co ważne, podczas tych gabarytowych internetowych zakupów nie miałam ani jednej sytuacji gdy produkt musiałabym reklamować z uwagi na jakość lub uszkodzenie towaru podczas transportu.




Wracając do wydruku, przedstawia on uliczkę gdzieś w Katalonii. Zdjęcie przerobiłam na sepię, a ostatecznie w świetle lampy nie wiem czemu kolor idzie nieco w różowy. Nie przeszkadza ta niespodziewana zmiana, grafika ładnie zagrała z mozaiką, która miejscami idzie w taki sam odcień, oraz z metalową tabliczką wiszącą na ścianie obok. Co nie zmienia faktu, że teraz wybrałabym inną i z pewnością nie w sepii. Wydawała się subtelna, nie spodziewałam się, że aż tak zdominuje wnętrze. Na szczęście naklejkę akurat łatwo można zmienić więc za jakiś czas nie omieszkam ;) Grafika naklejona jest na szafce, która skrywa piecyk gazowy. Piecyk jest z zamkniętą komorą spalania co pozwoliło na jego ukrycie w taki sposób.




Powszechnie chyba znane płytki, zresztą takie same mam w kuchni, połączyłam z brązową podłogą oraz mozaiką marmurowa, która miała za zadanie nadać łazience elegancji.
Na ścianach w kabinie prysznicowej są płaskie kwadratowe białe płytki. Takie same, tylko ułożone w karo miały być we wnęce. Mozaika w tym miejscu to radosna twórczość naszego pana od płytek, na którą ja po jego namowach nieopatrznie wyraziłam zgodę, czego niestety żałuję. Miało być skromniej i subtelniej, wyszło drożej i co gorsze nie tak jak chciałam.
W łazience brakuje jeszcze górnej lampy (obecna jest tymczasowa) oraz stojaka/wieszaka na papier toaletowy. I, jak w całym domu, trochę drobiazgów, ale akurat tutaj nie będę z nimi szaleć.
Pod zdjęciami jak zwykle lista produktów pokazanych na zdjęciach.









Mozaika marmurowa: Emperador Dark, lokalna firma kamieniarska
Płytki ścienne: APE Ceramica, Biselado Blanco Brillo
Londony, cokoły, cygara: APE Ceramica
Płytki podłogowe: Saloni Belver Bronce
Miska wc: Hybner, model Retro
Przycisk: Geberit
Meble: Cersanit
Umywalka: Cersanit, model Arena 80
Bateria umywalkowa: IKEA, model Granskar
Bateria prysznicowa z deszczownicą: Tres, model Lex
Dodatki widoczne na zdjęciach pokazałam z bliska i opisałam tutaj.

środa, 29 kwietnia 2015

Garderoba - moje spełnione marzenie

Garderoba to był jeden z tych punktów, które w nowym domu musiały być zrealizowane. Biorąc pod uwagę, że w naszej czteroosobowej rodzinie trzy osoby są kobietami, to cóż się dziwić. Fakt posiadania garderoby był tak istotny i ekscytujący, że pierwszym meblem kupionym do domu, jeszcze na etapie robienia wylewek i tynków była toaletka. Historie zakupu i mojej renowacji tego mebla z historią znajdziecie tutaj: http://jagabunia.blogspot.com/2015/02/moja-psycha-ze-sowackiego.html
Pomieszczenie jest dosyć duże, zbliżone do kwadratu i dzięki temu ustawne. Drzwi otwierają się do zewnątrz i teraz z perspektywy czasu ogromnie się cieszę, że uparłam się przy tym rozwiązaniu, choć wymagało to założenia chowanych zawiasów (pisałam na ten temat w poście dot. drzwi). Decyzja ta była podyktowana wówczas moją koncepcją postawienia pufa na środku. Teraz stoi tam wprawdzie deska do prasowania, ale tym bardziej powierzchnia jest potrzebna.
Podłoga wyłożona została grubą gąbką, położoną bezpośrednio na wylewce, oraz wykładziną (obie rzeczy kupione w Komforcie). Gąbka sprawdza się rewelacyjnie! Pod stopami jest bardzo miękko, stopy się w nią zapadają, i ciepło. Serdecznie polecam takie rozwiązanie.



Wyposażenie garderoby to system Algot z IKEA. Początkowo kupiłam część gdyż nie wiedziałam ile koszy, półek czy wieszaków będzie mi potrzebnych, z czasem dokupywałam kolejne.
Na środku stoi wspomniana psycha ze Słowackiego, w lustrach której można obejrzeć dokładnie całą sylwetkę. Nad toaletką wisi półka ze starego pokoju córki, która wymiarowo i kolorystycznie wpisała się idealnie. 
Na suficie miał zawisnąć żyrandol z kryształkami, który odbijałby się w lustrach, niestety zdecydowaliśmy, że będzie tutaj wejście na strych. Opuszczane schody zahaczałyby o wiszącą lampę więc ostatecznie jest plafon.
Z garderoby korzystam głównie ja z mężem, gdyż dziewczynki mają szafy w swoich pokojach i na razie im to wystarcza. Tutaj trzymają właściwie tylko buty, a zimą płaszcze i kurtki.
W sklepie JYSK kupiłam szafę płócienną (akurat jest promocja i za gabarytowo największą, z drążkiem na wieszaki i półkami, zapłaciłam 75 zł) i postawiłam ją na strychu. Wylądowały w niej nasze zimowe ubrania, przede wszystkim te, które nie powinny być złożone w pudłach. Na strych wyniosłam też zimowe buty, ubrania narciarskie. Dzięki temu w garderobie zrobiłam miejsce na letnie ciuchy i wszystkie basenowe i wakacyjne akcesoria, nie zagracając jej przy okazji zmiany pór roku.
I choć kiełkują mi w głowie pewne pomysły na zmiany, obecnie to pomieszczenie wygląda tak:






środa, 11 marca 2015

Jak olejować dębową podłogę? Dlaczego wybrać deski fazowane i szczotkowane? Jak zaoszczędzić?

 Olejowanie desek podłogowych, schodów czy blatów nie jest w Polsce najpopularniejsze i w moim przekonaniu zdecydowanie nie doceniane, choć w ostatnich latach coraz więcej osób wybiera taki sposób konserwacji drewna.


Nie będę tutaj robić porównania olejowania z lakierowaniem gdyż znajdziecie takie zestawienia na wielu portalach. Napiszę jednak co kierowało nami osobiście, że zdecydowaliśmy się na olejowaną podłogę w domu i w jaki sposób zaolejowaliśmy deski.
Pierwszym i najważniejszym powodem takiej decyzji było to, że chcieliśmy mieć w salonie porządną dębową podłogę z litych desek drewnianych, chcieliśmy widzieć prawdziwe drewno i czuć je pod stopami.

Ponieważ olejowane deski dębowe podłogowe są bardzo drogie poświęciliśmy sporo czasu na znalezienie lokalnego producenta podłóg drewnianych, który sprzedaje również deski surowe tj. przygotowane do montażu, fazowane jeśli klient sobie życzy oraz oferuje montaż. Natomiast pozostawia klientowi możliwość wykończenie podłogi we własnym zakresie. W ten sposób cena 1m2 desek spadła zdecydowanie. Ponieważ nasz salon ma 35m2 więc było o co walczyć. 
Zdecydowaliśmy się na deski dębowe z uwagi na twardość, wybarwienie oraz fakt, że jest to drewno krajowe.


Kolejnym wyborem była szerokość desek. Zdecydowaliśmy się na te o szerokości 14 cm - był to złoty środek pomiędzy naszymi preferencjami, a ceną. Kolejna szerokość desek była zdecydowanie droższa, węższe były trochę tańsze, ale naszym zdaniem zbyt wąskie.
Pamiętajcie, że decydując o szerokości deski, decydujecie również o ilości połączeń między nimi. W zimie, gdy z powodu ogrzewania deski są bardziej suche mogą się kurczyć i pojawiają się między nimi szpary. Zatem im szersze deski tym mniej potencjalnych szpar. Z drugiej strony pan, który montował nasze deski twierdził, że gdy podłoga jest dobrze położona nie powinny pojawiać się widoczne odstępy. Czy tak jest rzeczywiście, nie wiem. Nasza podłoga zaliczyła pierwszy sezon zimowy i deski się nie rozeszły w widoczny dla nas sposób. Faktem jest jednak, że mój mąż zapobiegliwie kupił nawilżacz i regularnie go włączał, żeby zapewnić odpowiednią wilgotność powietrza w salonie i nie dopuścić do nadmiernego wysuszenia podłogi.
Innym sposobem uniknięcia widocznych odstępów pomiędzy deskami był wybór desek fazowanych czterostronnie (jest też możliwość zakupu desek fazowanych dwustronnie - na przeciwległych bokach). Dzięki tym fazom ewentualne szpary nie są tak widoczne jak byłyby gdyby faz nie było. Poza ich funkcją praktyczną, w moim odczuciu podnoszą walor estetyczny podłogi. 


Kolejnym punktem był wybór: deska szczotkowane czy gładka. Tutaj sprawa również była oczywista - zdecydowanie
szczotkowane. Dlaczego? Ponieważ szczotkowanie pięknie wyciąga słoje na wierzch, a olejowanie dodatkowo je podkreśla.
Położenie podłogi zleciliśmy fachowcom autoryzowanym przez producenta desek. Wprawdzie mąż ze swoim bratem położyli sami deskę trójwarstwową w pokojach na piętrze, jednak w tym przypadku nie zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie. Dzięki temu, że montaż zrobiła dedykowana firma, otrzymaliśmy gwarancję producenta. Podłoga drewniana może wstać, w przypadku samodzielnego ułożenia nie mielibyśmy możliwości złożenia reklamacji. U nas na szczęście nic się nie stało, ale takie przypadki bywają. Najczęściej gdy zbyt spieszymy się z wykańczaniem domu i wylewka, na której kładziemy deski nie jest wystarczająco sucha. Panowie, którzy wykonywali u nas montaż podłogi, sprawdzili wilgotność posadzki i choć była na granicy i formalnie deski można było kłaść, choć jechali do nas 100 km, poradzili, żeby poczekać jeszcze miesiąc, a będziemy mieć pewność, że podłoga nie wstanie. Przez ten miesiąc włączaliśmy osuszacz i rzeczywiście po tym czasie podłoga była na tyle sucha, że bez obawy można było przystąpić do układania desek. Odwrót i ponowne przybycie montażystów nie było płatne dodatkowo, co nas mile zaskoczyło.
Po ułożeniu podłogi, co fachowcom zajęło kilka godzin, już kolejnego zabraliśmy się za olejowanie. Nie należy z tym zwlekać gdyż nie zaimpregnowana podłoga narażona jest na uszkodzenia. Ziarenka piasku, przypadkiem rozlana ciecz mogą łatwo uszkodzić surowe deski.
Najpierw dokładnie odkurzyliśmy podłogę, następnie, zgodnie z zaleceniem naszych montażystów, przemyliśmy ją porządnie odciśniętym z wody (prawie suchym!) mopem, żeby pozbyć się resztek pyłu. Po kilku minutach, gdy podłoga była idealnie sucha, rozpoczęliśmy olejowanie.
W tym celu należy zaopatrzyć się w:
Olej  :-)
Pędzel np. ławkowiec
Kuwetę malarską
Dużą ilość szmat białych (żeby się nie odbarwiały) i bez meszku (zostanie na naszej podłodze)
Do ubrania proponuję spodnie i skarpety, których nie szkoda nam będzie wyrzucić. Przydatne mogą okazać się szpitalne ochraniacze na buty, które osłonią nam skarpety.
Rękawiczki gumowe

Jak to zrobić?
Trochę oleju nalewamy do kuwety.
Olejowanie zaczynamy od najodleglejszych kątów pokoju i kierujemy się do wyjścia. Pędzlem nabieramy olej i nakładamy na podłogę tak, jakbyśmy ją malowali, pozostawiając widoczną warstwę oleju aby umożliwić deskom jego wchłonięcie. Przy pierwszym nakładaniu warstwa jest grubsza, przy kolejnych cieńsza gdyż deski nie będą już tak chłonne.
My to robiliśmy w dziennym świetle, od czasu do czasu sprawdzając pod światło czy warstwa oleju jest w miarę jednolita na całej powierzchni. W razie potrzeby uzupełnialiśmy olej w miejscach gdzie wydawało się, że są niedostatecznie nim przykryte.
Po nałożeniu oleju na całą podłogę, daliśmy deskom pół godziny na jego wchłonięcie. Teraz wzięliśmy po kawałku szmaty i okrężnymi ruchami wcieraliśmy olej w podłogę, jego nadmiar zbierając. Ten etap wykonujemy na kolanach na pokrytej olejem podłodze, stąd moja propozycja założenia starych spodni ;)
Ważne jest, żeby olej rozprowadzić równomiernie, a następnie równo go rozetrzeć, a nadmiar zebrać. Jeśli zostawimy miejsca pokryte olejem na noc, w miejscach tych pozostanie błyszcząca plama.
Zużyte szmaty wrzucamy do wiaderka z wodą lub foliowego worka i zamykamy worek gdyż może nastąpić samozapłon nasączonych olejem szmat.
Przez dwa kolejne dni cały proces powtarzamy nakładając coraz cieńsze warstwy oleju.
Po olejowaniu deski są zabezpieczone. Rozlana woda nie wniknie w podłogę tylko będzie się na niej utrzymywać.
Po ok. pół roku dobrze byłoby olejowanie powtórzyć, a następnie powtarzać co rok przez kolejne kilka lat.
Jeśli zdarzy się nam uszkodzić podłogę - my nieco porysowaliśmy ją przy wnoszeniu ciężkiej szafy - wystarczy delikatnie przetrzeć papierem ściernym (w przypadku desek szczotkowanych dodatkowo przejechać drucianą szczotką) i zaolejować uszkodzone miejsce. Nie będzie śladu.
Poza olejami neutralnymi w barwie, dostępne są takie, które zmieniają kolor desek. Nasze początkowo chcieliśmy rozbielić olejem, ale okazało się, że nie jest to zalecane na deskach fazowanych już położonych na podłodze. Dlaczego? Podczas olejowania, pomiędzy deski, w fazy, wejdzie większa ilość oleju w porównaniu z warstwą, którą pozostawimy na poziomej powierzchni deski. Zbieranie nadmiaru oleju z tych miejsc również nie będzie tak skuteczne i ostatecznie powierzchnie fazowane będą mocniej rozbielone. Dlatego zdecydowaliśmy się na olej w kolorze rustic, lekko przyciemniający deski, nadający im nieco rustykalnego charakteru. Przed podjęciem decyzji zaolejowaliśmy otrzymaną od producenta próbkę deski, żeby upewnić się, że efekt nas zadowoli.
Cóż, pracy sporo, ale do przeżycia. Nas nie zniechęciła ilość wysiłku, jaką trzeba w to włożyć skoro zdecydowaliśmy się jeszcze m.in. na olejowanie schodów (opisałam to TUTAJ) oraz stołu i blatu w kuchni.
Wszystkie zdjęcia w tym poście pokazują naszą podłogę. Zwróćcie uwagę jak zmienia się w zależności od oświetlenia :)




czwartek, 19 lutego 2015

Próg do garażu

Dziś rozpoczęta została kolejna drobna praca wykończeniowa, jedna z tych co odkładane są na później bo stale jest coś ważniejszego. Tym sposobem dębowy próg w przejściu z wiatrołapu do garażu pozostawiony na naszą prośbę surowy gdyż chcieliśmy go sobie zaolejować tak jak schody i podłogę w salonie, przez prawie już dwa miesiące naszego mieszkania tutaj nadal nie został zabezpieczony. Dzisiaj mąż go wyczyścił, okleił taśmą i zaolejował. Jutro i pojutrze powtórka i powinno wystarczyć.




Tymczasem ja zaczęłam czyścić sosnowe biurko, które pokazywałam w jednym z ostatnich postów, ale okazało się, że muszę kupić grubszy papier ścierny do szlifierki. W związku z tym nastąpiła zmiana planu i uszyłam zazdrostki do kuchni z resztek materiału, z którego szyłam moim córkom firanki. Jutro postaram się je powiesić w oknie, żeby zrobić zdjęcia.





piątek, 16 stycznia 2015

Schody w skandynawskim stylu




Schody, jako że inwestycja to nie lada, były przedmiotem moich długich rozmyślań. Ostatecznie zdecydowałam, że stopnie będą dębowe, szczotkowane i olejowane, z białymi podstopniami i drewnianą, malowaną na biało balustradą oraz dębową poręczą.
Bez podświetlenia.
Zaczęłam szukać  wykonawcy i na tym etapie napotkałam spory problem gdyż stolarze nie bardzo rozumieli o co mi chodzi.
Pierwszy: Chce Pani drewno malować na biało? Toż to profanacja.
Drugi: Białe podstopnie? Zrobimy z płytek ceramicznych. Tak zrobimy, że fug prawie nie będzie widać.
Opcję fug na podstopniach, nawet takich co ich prawie nie widać, odrzuciłam od razu, natomiast same płytki brałam pod uwagę. Okazało się jednak, że przy szerokości stopni na 1m, żeby uniknąć fugowania, będziemy musieli kupić płytki o szerokości 1,2m a te 3-krotnie droższe od płytek szerokich na 90cm. Zostanie też dużo odpadów.
Trzeci: Zrobimy marmurowe, będzie pięknie. Owszem, pięknie, ale za drogo niestety.
Poza tym mój zamysł był, żeby było sielsko anielsko i bardzo zależało mi na drewnie malowanym biało.

Pożaliłam się naszemu stolarzowi od drzwi, że nie mogę znaleźć wykonawcy schodów i ten skierował mnie do firmy oddalonej od naszego miejsca zamieszkania o 40 km. Zadzwoniłam, powiedziałam o co mi chodzi i zostałam poinformowana, że nie ma problemu, takie właśnie robią, jak chcę mogę zobaczyć u klienta. Gdy usłyszałam, że takie robią, że nie wydziwiam, że wiedzą o co mi chodzi to nic nie chciałam oglądać tylko od razu umówiłam się na spotkanie u nas na budowie. Jakby nie było, stolarz był z polecenia. Pan przyjechał, obmierzył, podał termin i cenę, powiedział, że zaliczek nie bierze i pojechał. Po 1,5 m-ca, z tygodniowym obsunięciem, ale na to byłam przygotowana, bo podobno "albo stolarz albo terminowy", przyjechało dwóch pracowników. Pracowali 12 godzin, potem dzień przerwy na wykonanie pozostałych elementów w firmie, kolejny dzień pracy u nas i schody gotowe. Dokładnie takie jak chciałam.




Okazało się, że jeden z panów, którzy u nas wykonywali schody, siedem lat robił schody w Szwecji. Takie właśnie jak u mnie.
Jeszcze przed realizacją, uzgodniłam z naszym wykonawcą, że stopnie i balustradę, łącznie z malowanymi elementami zrobi, tak jak chciałam, dębowe, natomiast podstopnie z płyty mdf uzasadniając, że ten materiał sprawdzi się lepiej w tej roli, a drewno na podstopniach będzie pękać. Już wcześniej szukając w internecie z czego podstopnice można byłoby wykonać, natknęłam się na posta, w którym ktoś pisał, że mdf do tego celu jest ok. Jednak generalnie znalezienie informacji na temat białych podstopnic zarówno w necie, jak też uzyskanie jej od stolarzy było naprawdę trudne i właściwie dopiero podczas rozmowy z naszym wykonawcą uzyskałam potwierdzenie, że się da. Gdybym się nie uparła i nie szukała wykonawcy do skutku, miałabym schody takie jakie oferują okoliczne firmy stolarskie, a nie takie jakie mi się spodobały.