Translate

czwartek, 25 sierpnia 2016

Biurko do sypialni - metamorfoza zniszczonego mebla


Miałam sporo szczęścia znajdując biurko do sypialni pasujące stylem do posiadanej już szafy i komody, wymiarami do przeznaczonego miejsca oraz w rewelacyjnej cenie.

Biurko kupiłam wiosną, ponieważ jednak po zimowych pracach ze szlifierką i pędzlem miałam dość przebywania w garażu bez okna, czekało na swój czas pół roku. I oto po kilku miesiącach spędzonych na urządzaniu ogrodu z przyjemnością chwyciłam za narzędzia.

Biurko było nowe, ale miało sporo uszkodzeń. Rysy i wgniecenia nie stanowiły problemu bo i tak miałam dopasować mebel do szafy i komody. Z problematycznymi dla mnie pęknięciami poradził sobie mój mąż.

Zaczynamy:)

Wszystkie elementy biurka (poza blatem) przeszlifowałam szlifierką by zniwelować drobne uszkodzenia, pozostałe powierzchnie przetarłam papierem ściernym. Głębsze wgniecenia wypełniłam szpachlówką do drewna. 

Pęknięciami, jak wspomniałam, zajął się mój mąż.

Po wyrównaniu szpachlowanych powierzchni i oczyszczeniu całości z kurzu dwukrotnie pomalowałam całość białą farbą, taką samą jak komodę i szafę. Do malowania tym razem użyłam pędzla. Po każdym malowaniu przetarłam powierzchnie drobnym papierem ściernym i wełną stalową.




Blat biurka miał być taki jak na komodzie. Przeszlifowałam go szlifierką usuwając miejscami bejcę tak, by powstały smugi. Mocniej przeszlifowałam przy krawędzi, przy której się siedzi by efekt wytarcia wyglądał naturalnie.

Nałożyłam farbę przy pomocy ściereczki gąbczastej i roztarłam na całości, a następnie nadmiar usuwałam namoczoną wodą gąbką kuchenną, korzystając zarówno z miękkiej, jak i ostrej strony gdy chciałam usunąć więcej farby. 

Wcierałam i ścierałam do momentu uzyskania oczekiwanego efektu.

Montażem zajął się mój mąż, mocno angażujący się, jak widzicie, w projekt ponieważ z niecierpliwością czekał na to biurko.


Gdy biurko zostało postawione a docelowym miejscu, ale przed włożeniem szuflad, krawędzie blatu postarzyłam kremem do patynowania.

Pozostało włożyć szuflady, przybić tył, całość zawoskować, zamontować gałeczki..



..i biurko gotowe:





Materiały:
Wykonane z drewna uszkodzone biurko kupiłam na allegro za 49 zł plus 20 zł za transport 
Farba Beckers biały półmat - ok. 0,3l
Nieco wosku i odrobina kremu do patynowania 
Pędzel
Papier ścierny 240 i 400 
Nieco wełny stalowej "0" (paczka kosztuje ok. 13 zł, zużyłam odrobinę)
Gąbka i ściereczka kuchenna

Metamorfozę stojącej obok biurka szafy możecie zobaczyć TUTAJ, a komody TUTAJ.

Udało mi się zaleźć fotel do biurka, oczywiście wymaga odnowienia, ale w międzyczasie walczę z wielkim drewnianym stołem i niezliczonymi powłokami farby, którymi jest pokryty. Na Instagramie relacja z tej walki, zapraszam:)

sobota, 20 sierpnia 2016

Noże kuchenne - akcja renowacja


Chłodne sierpniowe dni sprawiły, że zabrałam się za kupowane od wiosny stare meble. W trakcie malowania jest  już biurko do sypialni, robię kolejne lustra, na swoją kolej czeka komódka, stół i krzesła.
Czekając na wyschnięcie kolejnej warstwy farby na remontowanym biurku odnowiłam stojak na noże oraz same noże, z uwagi na kiepski stan wyniesione jakiś czas temu na strych.
Wyglądały jak na poniższych zdjęciach. Pociemniałe od wilgoci trzonki, odrapany stojak, nic miłego dla oka:

Przy pomocy szlifierki i papieru ściernego wyczyściłam drewniane elementy:

Trzonki dodatkowo musiałam przetrzeć wełną stalową.

Lubię pracę z drewnem, a że wykonywałam ją na tarasie, z uwagi na schnące w garażu elementy biurka, była tym bardziej przyjemna.

Kolejnym etapem było olejowanie, Przy pomocy białej, bawełnianej szmatki dwukrotnie (przez dwa kolejne dni) obficie nanosiłam olej na wyczyszczone elementy:

Po naniesieniu oleju zostawiałam olejowany przedmiot na ok. 0,5 godz. a następnie białą bawełnianą szmatką ścierałam nadmiar oleju. Oto efekt:


Pozostało wymyć i naostrzyć ostrza noży i stojak ponownie stał się elementem ozdobnym. A co ważniejsze, po okresie deficytu porządnych noży w kuchni, wreszcie mam ich pełny zestaw pod ręką na blacie. Pracy niedużo, a co za komfort;)



wtorek, 9 sierpnia 2016

Taras - nasza strefa relaksu



Za nami połowa lata, a wraz z jego upływem stopniowo zagospodarowujemy taras.
Dotychczas stał na nim stół (tutaj) i krzesła (tutaj), kupione za grosze i wyremontowane w ubiegłym roku, wyszlifowana i pomalowana na biało stara paleta. Po rzuceniu na nią poduszek jest ulubionym i bezpiecznym miejscem zabaw maluchów gdy rodzice biesiadują obok.

Kolejnym meblem, który pojawił się niedawno, jest leżak. O takim marzyłam od dawno, podobne dostępne są w kilku sklepach, ale ten kupiłam w Jysk'u gdzie trafiła na duuużą promocję. Materac dokupiłam w Ikei gdyż odpowiadał mi dostępny tam kolor. Wymiarami pasują do siebie idealnie.


Przy leżaku stanął stolik z pieńka, jego wykonanie pokazywałam zimą (tutaj). Służy jako podstawka pod kubek z kawą czy lampkę z winem.
Jest i poidełko:
Na moim instagramie można zobaczyć kąpiące się w nim ptaki:)

Ostatnim "meblowym" elementem wyposażenia jest kupiony na allegro fotel brazylijski. Miałam ochotę na hamak jednak z braku miejsca szukaliśmy alternatywy. Przy okazji wizyty u znajomych wypróbowałam podobny wiszący fotel i przepadłam - okazał się niezwykle wygodny.

W sklepach jest ich mnóstwo, w różnych wymiarach, kolorach i cenach, są pojedyncze, ale także podwójne. Ja zdecydowałam się na ten bo bardzo podoba mi się jego stylistyka - łudząco podobna do leżaka dostępnego Jysk, który odpadł z braku miejsca na jego powieszenie. Na fotel miejsca potrzeba niewiele:

Można w nim siedzieć zwyczajnie i po turecku, a także leżeć w pozycji embrionalnej i drzemać. Każda z wymienionych pozycji należy do mojej ulubionej w zależności od okoliczności :D
Ale można i tak, z nogami w górę:

Na hamak rzuciłam poduszkę taką samą jaka trafiła wcześniej na leżak (Jysk).
By uniknąć wiercenia otworu w drewnianej konstrukcji na tarasem, do mocowania użyta została lina oraz karabinek. Rozwiązanie to sprawdza się bardzo dobrze, a gdybyśmy chcieli przenieść hamak w inne miejsce nie pozostaną otwory:

Na pergoli rozpięliśmy siatkę by osłaniała nas przed schodzącym nisko, ale rażącym jeszcze słońcem - do czasu gdy rolę tę przejmie róża pnąca:

Na razie jest jeszcze na to zbyt mała. Jednak kwitnie pięknie:

Przy tarasie postawiłam duże donice terakotowe z rosochatymi żywotnikami green rocket by zyskać nieco intymności:

Dodatków jeszcze nie mam zbyt wielu, jednak są już kinkiety, latarenki, lampiony. Na przykład taki, zrobiony ze słoika, sznurka i przywiezionych z wakacji i muszelek:

Brakuje mi jeszcze kwiatów na parapetach, ale podczas upałów blacha mocno się nagrzewa (wystawa jest płd-zach.) i wszystkie podejmowane przeze mnie próby trzymania na nich roślin kończą się niepowodzeniem. Myślę, że sprawdziłoby się tutaj rozwiązanie takie jak zastosowane przeze mnie z innych względów na parapecie frontowym - pod donicę podłożę deskę izolującą ją od gorącej blachy, a całość otoczę drewnianą osłonką. Niestety czas na to znajdę zapewne dopiero zimą.
A na razie cieszę się latem i roślinami przy tarasie:)






czwartek, 21 lipca 2016

Rabata przed domem - jak to wszystko szybko rośnie!


Jako początkująca ogrodniczka miałam jakieś tam swoje wyobrażenie o tempie rozwoju roślin posadzonych na rabacie. Jednak to wyobrażenie, jak się okazało, było dalekie od rzeczywistości.
Mianowicie nie spodziewałam się, że posadzone tej wiosny małe sadzonki  jeszcze w tym roku staną się dużymi okazami. Naprawdę nastawiałam się na kilka lat czekania (śmiejcie się, śmiejcie;). Mam tu na myśli funkie, żurawki, ale też hortensję. Zresztą, zobaczcie sami..

Wiosną pokazywałam stworzoną przeze mnie rabatę w zacienionym przez większą część dnia miejscu przed domem. Trzy miesiące temu, w połowie kwietnia wyglądała ona tak:

Po kilku miesiącach rabata się zagęściła i w połowie lipca rośliny przykryły podłoże:
Zakwitły żurawki i hosty:

Liliowiec o żółtych kwiatach przekwitł już dawno, teraz kwitnie drugi w zadziwiającym kolorze:

Praktycznie niewidoczna wiosną na rabacie hortensja jest teraz jej ozdobą:


Rozrósł się barwinek okalający rabatkę: 

Zmiana widoczna jest też na balkonie. Posadziłam tam begonie i komarzyce z białą bakopą. Nie mogąc doczekać się efektu dosadziłam surfinie. W efekcie musiałam wysadzić przytłoczone przez pozostałe rośliny begonie. Wylądowały w osobnej donicy.
Te które pozostały wyglądają obecnie tak:

Czuję, że zestawienie białej surfinii z komarzycą długo pozostanie moim ulubionym. Bakopa nie jest konieczna, bardzo łatwo przesycha w słońcu - dzień zaniedbania wystarczy by pozostały z niej uschnięte gałązki. Jednak trzeba przyznać, że jest urocza:

Czerwone pelargonie w zeszłym roku prezentowały się ładnie, jednak barwnik z opadających płatków brudził podjazd i wejście do domu. 

W przypadku białych kwiatów tego problemu nie ma.

Miejsce przekwitniętych stokrotek i bratków zajęły celozje. Nie znałam wcześniej tych kwiatów. Kupiłam je bo zachwyciły mnie kolory, poza tym były naprawdę tanie.

Wyglądają bardzo egzotycznie:

Nie mogę zapomnieć o stojącej przed domem tui. I ona szybko rośnie, musiałam przesadzić ją do większej donicy: 

Duże zmiany zaszły także za domem. Niewielkie krzewy róż są teraz bardzo okazałe, podobnie jak inne rośliny na kwiatowej rabacie. Jednak tamta część ogrodu to już temat na inny post, chyba że śledzicie profil na Instagramie to wiecie jak to teraz wygląda.

Jak widzicie, cała ta moja wiosenna niecierpliwość była zupełnie bez sensu;)