Translate

piątek, 30 stycznia 2015

Pasztet z makreli - szybko i tanio


Ponieważ drugi już dzień zalegała mi w lodówce wędzona makrela, czyli coś co z różnych względów zalegać nie powinno, przypomniał mi się pasztet z makreli, który kiedyś robiłam dość regularnie,  a potem nie wiadomo czemu odszedł w zapomnienie.

Do zrobienia pasztetu, poza makrelą co oczywiste,

środa, 28 stycznia 2015

Oliwa z oliwek z chili i z tymiankiem


Szukając pomysłów na ocieplenie kuchni dodatkami, wyciągnęłam z szafki słoiczki na przyprawy, których nie zdążyłam jeszcze zagospodarować po przeprowadzce.
Ponieważ nosiłam się z zamiarem zrobienia naszej ulubionej oliwy z chili, postanowiłam słoiczki wykorzystać właśnie w tym celu.
Zdecydowanie najładniej oliwa prezentuje się w wysokich smukłych butelkach, ale nie mam, a mam chęć na oliwę, więc korzystam z tego, co mam pod ręką

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Buchty drożdżowe z konfiturą z róży i ciasto drożdżowe za jednym zamachem



Wczoraj postanowiłam upiec ciasto, żeby przetestować nową kuchenkę. Mieszkamy w domu już miesiąc, a ja piekłam w niej dotychczas tylko mięso  na obiad.
Na pierwszy ogień poszło ciasto drożdżowe

niedziela, 25 stycznia 2015

Przerabiam stołek do wiatrołapu


Robiąc wczoraj zdjęcia poduszek na stołku-pufie zorientowałam się, że nie opisałam jeszcze jak odnowiłam ten mebel.
Stołek zakupiłam na początku grudnia na olx za
130 zł. Za taki, który mi się w miarę podobał musiałabym zapłacić od 350 zł w górę więc postanowiłam kupić używany i odnowić we własnym zakresie

sobota, 24 stycznia 2015

Z Małym Księciem na poduszce

Szperając ostatnio w internecie za dodatkami do domu, gdyż skupiałam się dotychczas głównie na wyposażeniu niezbędnym do mieszkania i wnętrze nadal wygląda dość surowo, znalazłam sympatyczne poduchy ozdobne. Na poszewkach jest tekst w języku francuskim - fragment streszczenia "Małego Księcia"

piątek, 23 stycznia 2015

Spiżarnia pod schodami

  
W projekcie domu spiżarni nie było. Za to pod schodami zabiegowymi, naprzeciw wejścia do kuchni, była otwarta wnęka, którą postanowiłam wykorzystać na ten cel.
Poprosiliśmy majstra, żeby postawił kawałek murku z otworem na drzwi i baza pod spiżarnię gotowa była w ciągu jednego dnia. Wprawdzie tym sposobem zmniejszyłam nieco korytarz, jednak bez wielkiego żalu bo bardziej zależało mi na spiżarni niż dodatkowych metrach podłogi do mycia pod schodami

czwartek, 22 stycznia 2015

Wreszcie mam zasłony w kuchni



Dzisiaj kurier dostarczył najbardziej ostatnio wyczekiwane przez nas elementy wyposażenia wnętrza czyli zasłony i zazdrostki do
kuchni, które zamówiłam w sklepie dekoria.pl.



 Zasłony zawiesiłam od razu, natomiast nie ogarnęłam  małych karniszy pod zazdrostki i w związku z tym musiałam poczekać na męża, żeby je zamocował.
Zasłony są wąskie, szerokość jednej przed zmarszczeniem to zaledwie 65 cm. Ale o takie mi chodziło. Nie będę zasłaniać nimi okna, do tego mamy rolety. Pełnią rolę wyłącznie dekoracyjną. Takie rozwiązanie jest praktyczniejsze gdyż przy oknie jest zlewozmywak i chlapalibyśmy na zasłony wodą. A przy okazji sporo tańsze, rzecz jasna. Poza tym okno w kuchni nie jest największe, obawiałam się, że szersze zasłony zabierałyby światło.

Zasłonki są w dolnej części białe, a u góry mają pas w szaro-białą krateczkę. Zazdrostki są z białego woalu. Zarówno zasłony jak i zazdrostki wykończone są bawełnianą koronką. To ta koronka właśnie ujęła mnie najbardziej i sprawiła, że zamówiłam ten komplet.

Cóż za luksus! Nie muszę już mieć spuszczonych rolet całymi dniami gdy przed domem kręcą się robotnicy z sąsiedniej budowy.  I jak domowo się zrobiło. Nawet obecny widok za oknem tak nie doskwiera.




Homemaking is hot!

Po raz kolejny zmieniłam tytuł bloga ponieważ po raz kolejny okazało się, że ten, który sobie wymyśliłam, w takiej albo bardzo podobnej formie gdzieś tam już sobie żyje swoim życiem.

środa, 21 stycznia 2015

cd. Odnawiam stare krzesła ze sprężynami. Koszty




Poniżej obiecane zestawienie kosztów związanych z zakupem i odnowieniem krzeseł pokazanych tutaj: http://jagabunia.blogspot.com/2015/01/odnawiam-stare-krzesa-ze-sprezynami.html

Za komplet czterech krzeseł zapłaciłam 70 zł + przesyłkaktóra w tym przypadku była droższa niż meble (120 zł). Zatem koszt zakupu jednego krzesła wyniósł 47,50 zł.

Teraz materiały tapicerskie:
Pianka T30
Filc podkładowy biały
Owata meblową
Wigofil beżowy
Pas parciany (nie elastyczny)
Łączna cena: ok. 55 zł


Ilość zakupionych materiałów tapicerskich znacznie przekroczyła tą, która potrzebna była mi do zrobienia tapicerki krzeseł. Zostało tyle ile widać na pierwszym zdjęciu. Miałam jeszcze kilka pomysłów na ich wykorzystanie, nadal zresztą aktualnych, na razie jednak czekają na strychu.

Gruby bawełniany materiał w kolorze jasnobeżowym kupiłam w sklepie Ikea za niecałe 9 zł/mb (szerokość 1,4m) 

Narzędzia:
Zszywacz tapicerski i zszywki  tapicerski - ok. 40 zł 
Szlifierka myszka - ok. 70 zł

W przypadku jednorazowego wykorzystania te narzędzia stanowiłyby znaczny koszt w całości. Ja skorzystałam ze zszywacza dotychczas dwukrotnie, kolejny raz był przy okazji odnawiania stołka do wiatrołapu. Natomiast ze szlifierki korzystam często, właściwie przy każdym odnawianym meblu.

Ale ja po prostu chciałam mieć ten zszywacz, podobnie jak szlifierkę i maszynę do szycia. Taka moja fanaberia ;)


wtorek, 20 stycznia 2015

Odnawiam stare krzesła ze sprężynami




Szukając krzeseł do stołu w kuchni znalazłam na jednym z portali ogłoszeniowych stare niemieckie krzesła. Takie, które wydały mi się odpowiednie jeśli chodzi o kształt, natomiast w stanie do odnowienia. Nie tylko do wyczyszczenia i przemalowania, ale tym razem w zakres prac weszło wykonanie nowej tapicerki. Dodatkowa trudność polegała na tym, że krzesła były ze sprężynami
- na ramie nakładanej na krzesło zamocowane były cztery duże sprężyny.




W internecie trudno było znaleźć kompletne informacje na temat wykonania tapicerki do krzesła ze sprężynami. Informacje uzyskane na kilku portalach złożyłam w jaką taką całość, zasięgnęłam też języka w sklepie internetowym z materiałami tapicerskimi, gdzie później złożyłam zamówienie.
Trzy krzesła były bez tapicerki lub z jej pozostałościami. Jedno tapicerkę miało, wprawdzie w stanie takim, że po zdjęciu wierzchniego materiału gąbka się wysypała, jednak miałam możliwość podglądnięcia kolejności ułożonych warstw.
 



Największą trudność sprawiło mi znalezienie instrukcji wiązania sprężyn. Ostatecznie poddałam się i postanowiłam, idąc śladem jakiejś pani opisującej na blogu swoje zmagania ze sprężynami, że zamiast je wiązać to przytrzymam je pasami parcianymi.

Kolejnym krokiem było złożenie zamówienia na materiały tapicerskie, a mianowicie:
piankę tapicerską T30,
filc podkładowy biały,
owatę meblową,
wigofil beżowy,
pas parciany (nie elastyczny),
materiał bawełniany w kolorze jasnobeżowym,
oraz zakup narzędzi:
zszywacza tapicerskiego,
zszywek  tapicerskich.


Oczekując na realizację zamówienia zajęłam się wyciąganiem setek zszywek z ramy siedzisk krzeseł przy pomocy śrubokręta i kombinerek, wypracowując sobie przy tej okazji kilka odcisków. Polecam to zajęcie osobom chcącym się odstresować: podważamy - wyrywamy, podważamy - wyrywamy, podważamy - wyrywamy.. i tak dwa popołudnia. Świetna sprawa na ukojenie zszarganych nerwów. Taka wartość dodana ;)
Ramy były czyste, nie wymagały szlifowania. Przetarłam je tylko zwilżoną ściereczką.

Następnie zabrałam się za czyszczenie krzeseł z farby. Kupiłam do tego celu małą szlifierkę, tzw. myszkę. Szlifierką wyczyściłam gładkie powierzchnie. Natomiast pozostałe musiałam wyczyścić papierem ściernym ręcznie. Czyszcząc nogi krzeseł, kładłam krzesła na boku i trzymając dość długi wąski pas papieru ściernego obiema rękami na końcach, przeciągałam papier w lewo i w prawo. Dzięki temu nie musiałam wkładać dużo siły, a efekt szybko był widoczny. Należy pamiętać o założeniu rękawiczek ochronnych.

Wyczyszczenie czterech krzeseł było czasochłonne, ale krzesła okazały się stabilne, drewno zdrowe i od razu po czyszczeniu mogłam przystąpić do malowania. Skorzystałam z tej samej farby co w przypadku malowania stołu (Sadolin). Efekt malowania jest inny gdyż nogi stołu były nowe, a krzeseł, pomimo starań, nie udało mi się doczyścić do surowego drewna.



Gdy dotarły materiały tapicerskie zabrałam się za ostatni etap. Żałuję, że nie robiłam zdjęć postępu prac, ale kwartał temu nie sądziłam, że mogą mi się przydać.

Zaczęłam od przymocowania dwóch pasów parcianych do ramy siedziska przeciągając je nad sprężynami po ukosie (X). Starałam się je maksymalnie naciągnąć, żeby mocno trzymały sprężyny. Następnie docięłam filc podkładowy do kształtu siedziska i przymocowałam go dokładnie do ramy od góry (nie naciągałam na zewnętrze boki ramy). Na piance położyłam siedzisko, żeby odrysować jej kształt, wycięłam nożycami krawieckimi i przykleiłam piankę do filcu. Nie miałam kleju stolarskiego więc skorzystałam z tego co miałam pod ręką tj. z taśmy dwustronnej.. Na piankę naciągnęłam owatę, którą przymocowałam zszywaczem do ramy siedziska, ale tym razem od dołu. Wcześniej narysowałam na owacie kształt siedziska kładąc je na materiale i dodając zapas na podwinięcie pod ramę. Podobnie zrobiłam z wierzchnią tkaniną bawełnianą, którą również zamocowałam zszywaczem pod ramą. Zaczęłam od przypięcia materiału po przeciwległych stronach starając się maksymalnie naciągać materiał i stopniowo dokładałam kolejne zszywki. Na wierzchołkach musiałam robić drobne zakładki od dołu, starając się, żeby marszczenia nie pojawiały się na górnej, widocznej części siedziska. Na koniec odrysowałam kształt siedziska na wigofilu, wycięłam, przymocowałam go zszywaczem do ramy od dołu, żeby zasłonić sprężyny i skorygowałam kształt nożyczkami.

Wykonanie pierwszej tapicerki zajęło mi jedno popołudnie. W kolejne zrobiłam pozostałe trzy.
Materiał obiciowy potraktowałam jako tymczasowy. Robiąc tapicerkę nie miałam koncepcji kolorystycznej jeśli chodzi o dodatki w kuchni więc kolor beżowy był bezpieczny. Poza tym nie mając doświadczenia w tapicerowaniu, nie wiedziałam czy coś z tego będzie. A za jakiś czas  tapicerka będzie brudna więc będę mieć pretekst do jej wymiany. Już teraz chodzi mi po głowie kremowa tkanina w scenki rodzajowe w kolorze czerwonym lub niebieskim..


Koszt odnowienia tapicerki podam w kolejnym poście.
Zapraszam: http://jagabunia.blogspot.com/2015/01/odnawiam-stare-krzesa-ze-sprezynami-cd.html

Dorzucam kilka zdjęć tapicerki z bliska:






poniedziałek, 19 stycznia 2015

niedziela, 18 stycznia 2015

Stolik przyścienny vel konsola


Dzisiaj kilka zdjęć konsolki, którą kupiłam zniszczoną na allegro po, jak zazwyczaj, dość długich poszukiwaniach. Chciałam, żeby stolik było stylowy, ale do renowacji, gdyż konsole już odnowione kosztują sporo. Ostatecznie kupiłam konsolkę za niecałe 120 zł w stanie jak na zdjęciu:



Zaczęłam od rozkręcenia stolika na części. Wyczyściłam drewno moją małą szlifierką - myszką, szpachlą do drewna uzupełniłam ubytki i w elementach dałam tacie mojego męża, żeby złożył stolik w całość. Po zakupie był niestabilny i trzeba było dopasować nogi. 
Konsolę pomalowałam tą samą farbą co szafę.



Jest to farba z nazwy jednowarstwowa, ale ja malowałam w tym przypadku dwukrotnie (jedna warstwa dziennie). Faktem jest, że nie czyściłam do surowego drewna, tylko tyle, żeby zmatowić powierzchnię i wyrównać ewentualne nierówności np. w miejscu pęknięcia na blacie. Do malowania użyłam szerokiego pędzelka z gąbki, ściętego na końcu, dzięki czemu łatwo mogłam pomalować ozdobne elementy. Złotą gałkę szuflady prysnęłam sprayem do metalu w kolorze czarny mat. 
Podobnie jak kilka innych mebli w mojej kolekcji, ten również czeka na przetarcie papierem ściernym na rantach i nałożenie w przetartych miejscach kremu w barwie starego złota. Chciałabym osiągnąć podobny efekt jak na zakupionym na allegro talerzaku (post wcześniej). Krem kupiłam, ale trochę się obawiam czy operacja mi wyjdzie i zamiast upiększyć mebel go nie zniszczę.


Docelowo na naszym przyściennym stoliku planuję postawić srebrny lub niklowany kandelabr. Obecnie stoją na nim figurka aniołka i paterka w kształcie liścia wykonane przez naszą starszą córkę na zajęciach z ceramiki gdy miała 7 lat. Aniołek, przy okazji jednej z przeprowadzek, stracił skrzydło, ale jest nam drogi i na razie będzie stał gdzie stoi i cieszył nasze oczy.


sobota, 17 stycznia 2015

Talerzak w eleganckiej odsłonie





Miał być duży, rustykalny, jak w wiejskiej chacie, jest niewielki i bardzo szykowny. Ten piękny talerzak trafił do mnie po wygranej licytacji na allegro. Znalezienie półki, na której można postawić ozdobne talerze oraz zawiesić kubeczki okazało się nie takie łatwe, jak można sądzić i wymagało sporo czasu spędzonego na portalach ogłoszeniowych. Zaglądałam na nie regularnie od wakacji, a ostatecznie talerzak zakupiłam pod koniec grudnia.
Wbrew pozorom ten niewielki mebel spełnia istotną rolę w naszym domu, a mianowicie, obok stołu z krzesłami, tablicy kredowej i jeszcze kilku bibelotów, sprawia, że nasza kuchnia powoli zyskuje indywidualny charakter. Meble kuchenne choć są tymi wymarzonymi, to jednak mam świadomość, że dokładnie takimi samymi jak w tysiącach innych kuchni na świecie zważając na zasięg sklepu, w którym je kupiliśmy. A talerzak niepowtarzalny. Zwróćcie uwagę na haczyki w kształcie aniołków, coś niesamowitego.




Na razie zawiesiłam na nich filiżanki pochodzące z serwisu otrzymanego 15 lat temu w prezencie ślubnym od nieżyjącej już sąsiadki. Dotychczas stały zamknięte w szafce. Cieszę się, że teraz mam gdzie wyeksponować kilka z nich. Otwarta pozostaje kwestia talerzy, które postawione będą na górnej półce, w specjalnie do tego celu wyfrezowanym rowku i oparte o ścianę. Ale to już bez stresu. Talerzak jest tak piękny, że może wisieć nawet pusty, a i tak zachwyca.


A teraz jak zwykle trochę kosztów:
W czasie moich poszukiwań w internecie, za prosty w kształcie, dębowy talerzak trzeba było zapłacić od 60 do 200 zł. Często do gruntownego remontu. Za talerzak w formie już raczej wiszącej witryny niż zwykłej półki nawet 400-600 zł. Ja swój mebelek wylicytowałam za 125 zł więc nie najgorzej, zwłaszcza, że był nowy, stylizowany na stary i nie wymagał żadnego wkładu pracy z mojej strony. Ostatnio sporo czasu spędzałam ze szlifierką w ręku więc chwilowa przerwa jest mile widziana. Zwłaszcza, że jest tyle rzeczy do zrobienia, gdy chcemy tanio urządzić dom!


piątek, 16 stycznia 2015

Schody w skandynawskim stylu




Schody, jako że inwestycja to nie lada, były przedmiotem moich długich rozmyślań. Ostatecznie zdecydowałam, że stopnie będą dębowe, szczotkowane i olejowane, z białymi podstopniami i drewnianą, malowaną na biało balustradą oraz dębową poręczą.
Bez podświetlenia.
Zaczęłam szukać  wykonawcy i na tym etapie napotkałam spory problem gdyż stolarze nie bardzo rozumieli o co mi chodzi.
Pierwszy: Chce Pani drewno malować na biało? Toż to profanacja.
Drugi: Białe podstopnie? Zrobimy z płytek ceramicznych. Tak zrobimy, że fug prawie nie będzie widać.
Opcję fug na podstopniach, nawet takich co ich prawie nie widać, odrzuciłam od razu, natomiast same płytki brałam pod uwagę. Okazało się jednak, że przy szerokości stopni na 1m, żeby uniknąć fugowania, będziemy musieli kupić płytki o szerokości 1,2m a te 3-krotnie droższe od płytek szerokich na 90cm. Zostanie też dużo odpadów.
Trzeci: Zrobimy marmurowe, będzie pięknie. Owszem, pięknie, ale za drogo niestety.
Poza tym mój zamysł był, żeby było sielsko anielsko i bardzo zależało mi na drewnie malowanym biało.

Pożaliłam się naszemu stolarzowi od drzwi, że nie mogę znaleźć wykonawcy schodów i ten skierował mnie do firmy oddalonej od naszego miejsca zamieszkania o 40 km. Zadzwoniłam, powiedziałam o co mi chodzi i zostałam poinformowana, że nie ma problemu, takie właśnie robią, jak chcę mogę zobaczyć u klienta. Gdy usłyszałam, że takie robią, że nie wydziwiam, że wiedzą o co mi chodzi to nic nie chciałam oglądać tylko od razu umówiłam się na spotkanie u nas na budowie. Jakby nie było, stolarz był z polecenia. Pan przyjechał, obmierzył, podał termin i cenę, powiedział, że zaliczek nie bierze i pojechał. Po 1,5 m-ca, z tygodniowym obsunięciem, ale na to byłam przygotowana, bo podobno "albo stolarz albo terminowy", przyjechało dwóch pracowników. Pracowali 12 godzin, potem dzień przerwy na wykonanie pozostałych elementów w firmie, kolejny dzień pracy u nas i schody gotowe. Dokładnie takie jak chciałam.




Okazało się, że jeden z panów, którzy u nas wykonywali schody, siedem lat robił schody w Szwecji. Takie właśnie jak u mnie.
Jeszcze przed realizacją, uzgodniłam z naszym wykonawcą, że stopnie i balustradę, łącznie z malowanymi elementami zrobi, tak jak chciałam, dębowe, natomiast podstopnie z płyty mdf uzasadniając, że ten materiał sprawdzi się lepiej w tej roli, a drewno na podstopniach będzie pękać. Już wcześniej szukając w internecie z czego podstopnice można byłoby wykonać, natknęłam się na posta, w którym ktoś pisał, że mdf do tego celu jest ok. Jednak generalnie znalezienie informacji na temat białych podstopnic zarówno w necie, jak też uzyskanie jej od stolarzy było naprawdę trudne i właściwie dopiero podczas rozmowy z naszym wykonawcą uzyskałam potwierdzenie, że się da. Gdybym się nie uparła i nie szukała wykonawcy do skutku, miałabym schody takie jakie oferują okoliczne firmy stolarskie, a nie takie jakie mi się spodobały.